Kontroler pod ochroną prawa
Warto przypomnieć, że od 1 marca br. kontrolerom biletowym przysługują większe uprawnienia. Według nowych przepisów Ustawy o publicznym transporcie zbiorowym, jeśli pasażer nie okaże ważnego biletu ani dokumentu tożsamości, osoba kontrolująca podróżnego może ująć go i niezwłocznie oddać w ręce policji lub innych służb porządkowych. Do czasu przybycia funkcjonariusza „gapowicz” musi czekać w miejscu przeprowadzenia kontroli.
Niestety, nie wszyscy zdają sobie sprawę, że nieodpowiednie zachowanie może wywołać przykre konsekwencje. W zeszłym roku dwóch kontrolerów pracujących dla KZK GOP sprawdzało bilety w tramwaju linii numer 11 jadącym ze Świętochłowic do Katowic. Jednymi z pasażerów była młodzież jadąca na basen. Nikt z grupy nie miał przy sobie biletu ani dokumentu tożsamości, na podstawie którego można by ich wylegitymować. Informacja o konieczności wezwania policji wywołała agresję „gapowiczów”. Zaczęli oni rzucać obraźliwe słowa i groźby w kierunku kontrolerów. Nie chcieli zastosować się do nakazu nieoddalania się z miejsca. Gdy jeden z kontrolerów zastąpił im drogę do wyjścia w celu uniemożliwienia ucieczki, został zaatakowany.
Sprawców ujęto i po rozprawie sądowej skazano na 10 miesięcy pozbawienia wolności, w zawieszeniu na trzy lata próby. Ukarano ich również grzywną w wysokości kilkuset złotych na rzecz każdego z poszkodowanych.
Nie każdy „gapowicz” okazuje się chuliganem, ale wielu pasażerów jadących bez biletu wciąż nie zdaje sobie sprawy ze swoich obowiązków w przypadku bycia skontrolowanym. Korzystając z komunikacji miejskiej, zawieramy umowę z przewoźnikiem i organizatorem przewozów. To zobowiązuje do posiadania biletu lub odpowiedniego dokumentu uprawniającego do przejazdów bezpłatnych lub ulgowych. Jeśli ktoś decyduje się na jazdę „na gapę”, musi liczyć się z tym, że będzie musiał zapłacić karę.