Komunikacja - 2/2008
Numer wydania: 2/2008
Aglomeracja czy metropolia?
Rosną emocje wokół rządowego planu stworzenia metropolii. W mediach od kilku tygodni trwają spekulacje na ten temat, a dyskusje wokół samej ustawy, przez jednych nazywanej „aglomeracyjną”, przez drugich „metropolitalną”, sięgnęły już chyba zenitu. Rodzi się więc pytanie: czy powstanie metropolii to szansa, czy zastój? Jedne miasta, jak Katowice, upatrują w odgórnych planach szans dla swojego regionu, inne – jak np. Kraków – bronią się, a jeszcze inne, tak jak Kielce, walczą, żeby zostać metropolią. Ogłoszone z końcem maja rządowe plany zakładały powstanie 12 obszarów metropolitalnych – wokół Warszawy, Katowic, Poznania, Krakowa, Wrocławia, Trójmiasta, Szczecina, Łodzi, Lublina, Rzeszowa, Białegostoku i Bydgoszczy z Toruniem. Ministrowie i rządowi eksperci przekonywali, że związki metropolitalne miałyby ułatwić inwestycje i rozwój komunikacji: autobusów, tramwajów, kolei i dróg. To już jednak przeszłość, ponieważ po ogłoszeniu projektu rozpętało się prawdziwe piekło. Protestowali samorządowcy z mniejszych miast: Kielc, Olsztyna, Gorzowa i Częstochowy. W tej sytuacji MSWiA zaproponowało bardziej elastyczne pojęcie metropolii. W miejsce listy 12 metropolii pojawił się zapis, że status metropolii dostaną aglomeracje powyżej 2 milionów mieszkańców – Warszawa i miasta Górnego Śląska. O status metropolii będą mogły ubiegać się też te aglomeracje o liczbie mieszkańców powyżej pół miliona, które będą chciały ze sobą współpracować. Mniejsze miasta miałyby więc udowodnić rządowi, że dogadałyby się z okolicznymi gminami. Za to aglomeracja, która nie chciałaby tworzyć metropolii, nie musiałaby tego robić. Czas pokaże, jak będzie naprawdę. Już teraz jednak zachęcam do lektury tekstu Romana Urbańczyka „Nie można wymusić dobrej woli rozkazem”. „Zamień wóz na bus” – to znane nam hasło towarzyszyć będzie obchodom Tygodnia Zrównoważonego Transportu. Kto wie, czy największymi problemami transportowymi świata nie są współcześnie trudności mieszkańców miast i wielkich aglomeracji z codziennymi dojazdami – do pracy, szkoły, na zakupy, do kina czy teatru. Nadmierny ruch utrudnia poruszanie się po mieście, ale i sprawia, że śródmieścia przestają być miejscem, w którym chciałoby się mieszkać. Ulice można poszerzać w nieskończoność, a i tak nie zapewni się wymaganej przepustowości tras. Nowa droga, zamiast rozwiązywać problemy miasta, tylko ich przysparza, zwiększając hałas i emisję zanieczyszczeń. W większości miast Europy już dawno zrozumiano, że jedynym wyjściem, które zapewni metropolii sprawne funkcjonowanie, jest dobrej jakości transport zbiorowy. Pozwala on dowieźć ludzi do miejsca przeznaczenia, a jednocześnie jest wielokrotnie mniej szkodliwy od indywidualnej motoryzacji. Związane z nim hałas i zanieczyszczenia są setki razy niższe, niż powodowane przez samochody. Zrozumiały to już władze miast zachodniej Europy – jak najszybciej muszą to zrobić także władze miast w Polsce. Dlatego przekonywanie mieszkańców do poruszania się po mieście tramwajem czy autobusem trzeba zaczynać od podstaw. Nieuniknione jest wprowadzenie pewnych ograniczeń dla samochodów, przy jednoczesnym uprzywilejowaniu transportu zbiorowego – ekologicznego i przyjaznego miastu. O tym, jak zachęcić ludzi do korzystania z komunikacji miejskiej, przeczytamy w artykule Katrin Dziekan ze Szwecji – „Zamień wóz na bus”. Autorka to wybitny, młody naukowiec. A artykuł jest tylko fragmentem jej pracy doktorskiej, zatytułowanej (w polskim tłumaczeniu): „Łatwość użytkowania w transporcie publicznym – perspektywa użytkownika odnośnie aspektów informacji i orientacji”. Praca została napisana na Wydziale Infrastruktury i Planowania Transportu Królewskiego Instytutu Techniki w Sztokholmie. Gorąco polecam artykuły z działów „Analizy i opinie” i „Unijne ABC” oraz teksty: Marka Sieczkowskiego – o budowaniu relacji z kierowcami i Krzysztofa Bojdy: „Codziennie 18 razy dookoła kuli ziemskiej” – o komunikacji w Berlinie. W imieniu Wydawcy, Rady Programowej oraz całej redakcji dziękuję za ciepłe przyjęcie naszego czasopisma, wszystkie cenne uwagi i rady. Zapraszam do współpracy na łamach „Komunikacji Publicznej”.